
Więc jak wpiszecie to nazwisko w lupce na blogu Aktywne Czytanie, wyskoczy Wam ta rozmowa.
Rozmawialiśmy o innej książce, ale cieszę się bardzo, że mogę Wam opowiedzieć również o tej, dlatego, że jest bardzo wyjątkowa.
Zielona Sowa zaproponowała takie baśniowo-bajkowe, ale też odrobinkę prawdziwe spojrzenie na miasto.
Ika i Jot są sąsiadami. Mieszkają sobie w kamienicy w mieście. Autor wymyślił to tak, że my poznajemy stworzenia, które też mieszkają w mieście. I czasami to są stworzenia typu koty, które na pewno, jak się domyślacie, znają najróżniejsze tajemnice. Chodzą swoimi ścieżkami i gdybyśmy tak za nimi podążali, to pewnie poznalibyśmy nasze miasta, które wydaje się, że znamy bardzo dobrze. Poznalibyśmy je jeszcze raz. Jestem o tym przekonana.
Tyle tu stworzeń
Ale w miastach żyją również inne stworzenia, na przykład Zbieracz Śmieciormers, czyli śmieciarka. Jak zamkniemy oczy i usłyszymy takie dźwięki (a nie wiemy, że to są właśnie śmieciarki), można sobie wyobrażać najróżniejsze stwory.
Gdy koty znikają z ulic, zjawiają się wysłannicy Zbieracza Śmieciormersa. Tak, to śmieciarki dudnią i chroboczą od rana, prychają silnikami w podwórkach, migoczą złotymi lampkami, zabierają wszystko, co wyrzuciłeś. Myślisz, że już się to nie przyda? Przyda się, przyda.
Wszędzie na tych obrazkach są też koty, bo koty wiedzą, ale nie powiedzą – przewija się to zdanie w różnych rozdziałach.
Których stworzeń nie widać?
Mamy też na przykład takiego stwora jak Smok Smog mieszkającego niemalże w każdym dużym mieście. No i właśnie widać go, chociaż nie chcielibyśmy go widzieć i gdybyśmy mieli wybór, to raczej byśmy z nim nie mieszkali. Natomiast nie mamy wyboru.
Czasem Wichura, jego koleżanka rozwieje go trochę, no ale jednak jest.
Niestety powróci i zawsze wraca, dlatego że lubi mieszkać w mieście, prawda? – pyta Jot.
Tak jest. On kocha mieszkać w mieście, nie umie mieszkać nigdzie indziej, więc miasto jest także trochę jego – zgaduje Ika.
No właśnie, niestety tak. Musimy się z nim dzielić naszym miastem. Ciekawe, czy tak będzie zawsze.
Jest też taki potwór Korkomistrz i my z nim mamy bardzo często do czynienia, jak stoimy w korkach. No cóż, z takim stworzeniem miejskim też trzeba sobie poradzić.
Co jest prawdziwe w tym mieście?
Są tu też Napisarze i Napisanki, przecież ktoś wymyśla te wszystkie nazwy ulic, informuje nas o tym, co się dzieje w mieście. A czasami są to brzydkie napisy, które też w miastach się na ścianach zdarzają.
Natomiast tutaj fajnie autor podpowiada, że dzięki tym stworom dzieci mogą się uczyć czytać. 😉
Bardzo mi się też podoba rozdział, który pokazuje Stare Miasto, bo autor o nim mówi, jak o babciach i dziadkach i dzieci się zastanawiają…
A co robi takie stare miasto?
To co robią każda babcia i każdy dziadek: czeka na odwiedziny wnuków i prawnuków. Częstuje ich pysznymi lodami i ciastkami, bo przecież zawsze najlepsze lody i ciastka są na Starym Mieście, prawda?
Tyle się dzieje w mieście
Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten pomysł na książkę. Tych stworzeń jest tutaj oczywiście więcej.
To taka wyjątkowa książka, trochę inna – ni to bajka, ni to nie bajka, bo te wszystkie rzeczy są prawdziwe, gdybyśmy tak chcieli na nie spojrzeć po prostu „na zimno” (smog, ulice, latarnie, śmieciarki).
Natomiast jeżeli użyjemy wyobraźni, można poznać własne miasto albo różne inne miasta, które odwiedzamy, w zupełnie wyjątkowy, bajkowy sposób.
Baśniowy atlas miejskich stworzeń
Autor Marcin Przewoźniak
Ilustracje Olena Bugrenkova
Zielona Sowa
Dla wieku 4-6 lat,
Zdjęcia bez filtrów.
Swoją opinię o książce wyraziłam dzięki współpracy komercyjnej z wydawnictwem i mojej przemyślanej decyzji, że chcę się nią z Wami podzielić.