
Kryształowe Królestwo to książka wydawnictwa Wilga, do której chwilę się przymierzałam, bo naczytałam się w internetach o niej dość sporo.
Napisana przez 20-latka opowieść fantasy mocno inspirowana Baśnioborem. Poleca ją na okładce sam Brandon Mull, a skoro on poleca, to przeczytałam z ciekawością i zostawiam wszystkie swoje odczucia.
Co to za Kryształowe Królestwo?
Podobno w rodzinie Stevensów magia była obecna od pokoleń, ale – umówmy się – kto by w to wierzył w dzisiejszych czasach? Nick i Sophie to dwójka nastolatków, którzy nie zawracają sobie tym głowy.
Jednak ich życie nabiera tempa, gdy rodzice wysyłają ich na wakacje do malowniczej (czytaj: nudnej) rodzinnej miejscowości. Czy im się chciało jechać do cioci i wujka? Nie, jednak ten wyjazd szybko zmienił się w niesamowitą przygodę.
Przypadkiem odkrywają ukryty gabinet, który okazuje się portalem do Kryształowego Królestwa. I kto teraz nie wierzy w rodzinne legendy?
Rodzinny sekret prowadzi do magicznego świata równoległego, tytułowego Kryształowego Królestwa. To miejsce piękne, ale i pełne ukrytych zagrożeń, jest kluczem do rozwikłania tajemnic związanych z ich przodkami.
Baśniowy świat
W miarę rozwoju akcji Nick i Sophie muszą zmierzyć się z różnymi wyzwaniami, w tym z walką z siłami, które zagrażają Kryształowemu Królestwu. Towarzyszy im grupa sprzymierzeńców, a sama podróż pełna jest zagadek, magii i niespodziewanych zwrotów akcji.
Choć świat wymyślony w tej książce ma sporo detali związanych ze stworzeniami i magią, widzę nacisk położony na budowanie relacji między bohaterami oraz ich wspólną walkę o to, co dla nich ważne.
Książka jest typowym połączeniem fantastyki i przygody, dlatego młodzi czytelnicy mogą łatwo zanurzyć się w opowieści i popędzić za przygodą. I to właśnie „popędzić” jest słowem-kluczem w kilku momentach, bo wydaje mi się, że niektóre cześci książki i akcje toczą się za szybko, a rzadko zdarza mi się to mówić. 😉
Fantasty światy
W Kryształowym Królestwie wcale nie jest tak sielankowo, jak mogłoby się wydawać, zerkając tylko na nazwę, bo brzmi pięknie, prawda?Na wolność wydostał się potężny czarnoksiężnik, który ma dość dzielenia świata na dwa wymiary (woda i ląd) i planuje zetrzeć granice między nimi. Brzmi groźnie? To jeszcze nic, bo jego wizja oznaczałaby totalny chaos i koniec Ziemi, jaką znamy.
Nick, Sophie oraz ich kuzyni Charlie i Zack muszą przejąć rolę ratowników. Czy uda im się uratować oba światy, pokonać mroczne siły i – co równie ważne – wrócić do domu przed końcem wakacji?
Kryształowe Królestwo od kuchni
Filip Ilukowicz łączy motywy fantastyczne z uniwersalnymi tematami: odwaga, rodzina i przyjaźń. Bardzo klasycznie.
Tak się zastanawiam nad tą widoczną inspiracją Baśnioborem, bo to wygląda na świadomy zabieg. Jak rozumiem, ma to być propozycja dla czytelników, którzy skończyli Baśniobór i zadają sobie pytanie: Co teraz poczytać? Ja bym jednak poleciła ją czytelnikom (może nawet nieco młodszym niż 9 lat), którzy Baśnioboru jeszcze nie znają.
„Kryształowe Królestwo” i „Baśniobór” Brandona Mulla mają wiele wspólnych cech, choć różnią się pod względem klimatu i szczegółów przedstawionych tam światów. Obie książki skierowane są do podobnej grupy wiekowej i czerpią z motywów magicznych krain, które są ukryte przed oczami zwykłych ludzi. Główne wątki w obu przypadkach skupiają się na dzieciach, które wyjechały do rodziny, portalu i odkrywaniu tajemnic.
„Kryształowe Królestwo” wydaje się bardziej skupione na dynamice rodzinnej, ponieważ w przygodzie uczestniczy większa liczba kuzynów, a to wprowadza element współpracy w grupie. Natomiast „Baśniobór” to bardziej rozbudowana seria, w której magia jest głęboko zakorzeniona w mitologii stworzonej przez Mulla. I bywa tu mrocznie.
Fani „Baśnioboru” mogą czuć się zachęceni, by sięgnąć po „Kryształowe Królestwo”, jeśli szukają przygód z nutą tajemnicy i magii, choć „Kryształowe Królestwo” jest mniej skomplikowane fabularnie i nie ma co ukrywać, bardziej „rozjechane” w akcji. Czasem mam wrażenie, że to taki teledysk, bo często rzeczy toczą się raz-dwa. To sprawia, że nie do końca mamy szansę dobrze poznać postacie, ich motywy działań. Skoro mamy się z nimi zaprzyjaźnić, chcemy ich lepiej poznać.
Język książki bywa zarówno zabawny, jak i prosty. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, prostota niekoniecznie jest zarzutem, bo znam mnóstwo dzieci, które z trudnem odnajdują się w zawiłościach światów fantasy. Dlatego powiedziałam, że może się spodobać „tym mniej wprawionym w bojach” czytelnikom.
Plusem natomiast (szczególnie docenią to rodzice), jest brak zbędnej przemocy czy mrocznych treści. To czyni książkę bezpiecznym (i przewidywalnym) wyborem dla młodszych i bardziej wrażliwych odbiorców.
Myślę, że książka (w założeniu seria, bo końcówka zostawia nas w zaciekawieniu) ostatecznie znajdzie swoje miejsce na półkach młodych miłośników fantasy i warto dać szansę autorowi. Uniwersalny przekaz i magia sprawią przyjemność dzieciom szukającym przygód w duchu klasycznych opowieści.
I już na koniec dodam, że pewnie mniej byłoby wokół niej zamieszania, gdyby nie postawiono przy promocji na hasło: „Polecana przez Brandona Mulla”. Bo tu się otwiera furtka do porównań – młody autor kontra ten doświadczony. A za taką furką zaczynają się schody.
Ciekawa jestem waszych wrażeń.
To co, czytamy?
Kryształowe Królestwo
Autorka Filip Ilukowicz
Wydawnictwo Wigla
Książka dla dzieci 9-12 lat.
Swoją opinię o książce mogłam wyrazić dzięki współpracy z wydawnictwem i przemyślanej decyzji, że chcę się nią z Wami podzielić.