Kuba jest chory zegnamy mleko mamy rozmowa z autorką recenzja ksiazki joanna swiercz aktywne czytanie rozmowy

Aktywne Czytanie ROZMOWY to cykl wywiadów z ludźmi ze świata literatury dziecięcej. Dzisiaj do rozmowy zaprosiłam Joannę Świercz, autorkę i wydawczynię serii książek o Kubie.

Najnowsza część pod patronatem bloga Aktywne Czytanie to tytuł „Kuba jest chory” i ot był pretekst naszego spotkania. Ale miałyśmy okazje porozmawiać o wszystkich książkach Joanny. Od „Żegnamy mleko mamy”, po „Razem”.

Dzisiaj w Rozmowach Aktywne Czytanie mamy wspaniałego gościa – Joannę Świercz, autorkę bestsellerowych książek o Kubie. To seria z tytułami: Żegnamy mleko mamy, Kuba na tropie snu, Kuba w przedszkolu i nowość Kuba jest chory.

Witaj, Asiu.

Dzień dobry, witam serdecznie.

Bardzo się cieszę, że zgodziłaś się na rozmowę, dlatego że chciałam Cię wypytać o serię o Kubie. Ten cykl jest bardzo wyjątkowy i wyróżnia się na tle książek dla dzieci, których jak wiemy, jest bardzo bardzo dużo, a poza tym ta część, w której Kuba się rozchorował, jest objęta patronatem Aktywne Czytanie. Wspieram więc go podwójnie. I pierwsze pytanie, jeśli chodzi o serię o Kubie: kiedy będzie dostępna ta najnowsza część? Powiedz, proszę, bo my jej jeszcze nie mamy.

Tak, jeszcze jej nie mamy. W ogóle to jest pierwsza moja przedsprzedaż, która tak trwa i trwa. Ale niestety musimy się dostosowywać do rynku. Książka jest już wydrukowana, czekamy w kolejce do oprawy, więc 22 marca, jeśli nic się nie wydarzy, książka wyrusza z drukarni. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to 23 marca powinna zacząć się wysyłka. Trochę wcześniej niż zakładałam, ale wszystko jest zgodnie z planem. Do końca marca książki powinny do wszystkich dotrzeć. I dzieci będą mogły chorować razem z Kubą. Choć lepiej oczywiście nie chorować.

Kuba jest chory

Porozmawiajmy o Kubie

To jest bardzo popularny temat. I jest już trochę takich książek, które opisują chorowanie dzieci, wizytę u lekarza i mają pomóc maluchom przejść ten trudny moment. Powiedz, proszę, zanim zaczniemy rozmawiać o całej serii, co wyróżnia tę najnowszą część spośród książek na ten temat. Co było Twoją inspiracją, żeby ten temat podjąć i ująć go w ten sposób?

Mam taką listę próśb od czytelniczek. I właśnie chorowanie bardzo często się tam pojawia. Kiedy się zdecydowałam na tę książkę, miałam wrażenie, że publikacje o chorowaniu trochę prześlizgują się po temacie. Dziecko źle się czuje, idzie do lekarza, bierze syrop i jest zdrowe. Brakowało tam kilku tematów, które według mnie są szczególnie istotne i są największym problemem, jeśli chodzi o dziecięce chorowanie. Te nieszczęsne inhalacje, to wydmuchiwanie nosa, tęsknota za kolegami, pobieranie krwi, tak popularny teraz wymaz z nosa, który nie jest w książce nazwane badaniem na koronawirusa, ponieważ nie chciałam się zamykać w tym temacie. Chciałam stworzyć książkę, w której będzie więcej, w której temat będzie ujęty kompleksowo, zaopiekować się tymi emocjami, które pojawiają się w chorobie. 

Dużo koresponduję z mamami, które kupują moje książki, i pamiętam doskonale jedną z takich konwersacji, kiedy dostałam pytanie, czy pojawi się książka o odpieluchowaniu. Na początku powiedziałam, że nie, ponieważ tego jest zatrzęsienie i uważam, że są to dobre książki. Dostałam odpowiedź: „ale nie ma pani książki”. I to jest bardzo miłe, że ktoś czeka na to moje podejście do tematu. Dlatego po swojemu chciałam potraktować tę kwestię, tym bardziej że moje dziecko też często choruje, z niektórymi sprawami mamy problemy. To jest mi życiowo bliskie.

Wiem, że ta książka nie będzie jak magiczna różdżka – że książkę raz przeczytamy i od razu dziecko samo nauczy się robić inhalacje, czyścić nos, pobiegnie do lekarza w podskokach i będzie się śmiać przy pobieraniu krwi. Natomiast uważam, że jest potrzebne oswajanie tych tematów.

„Żegnamy mleko mamy”, „Kuba na tropie snu”, „Zawsze”

Czy Kubie udało się pożegnac mleko mamy?

Myślę, że udało Ci się bardzo dobrze to zrobić. I zgadzam się z tą mamą, która powiedziała, że nie ma Twojej książki na ten temat. Uważam, że ta seria o Kubie i moment, kiedy on choruje, to wyjątkowo trudna kwestia. Podejmujesz się takich ciężkich spraw, bo i Żegnamy mleko mamy,Sen to dla wielu droga przez mękę. Opiekujesz się samym tematem technicznie, ale z bardzo dużą dawką emocji i zauważenia tych emocji u dziecka. Oczywiście, że to nie są książki, które przeczytamy i już mamy rozwiązanie. Widać to w komentarzach chociażby w grupie Aktywne Czytanie: kiedy pada hasło Żegnamy mleko mamy, to czytamy opowieści, że dziecko zna tę książkę i nie chce sięgnąć po nią drugi raz, chowa ją pod poduszkę i nie chce do niej wracać. Dla rodziców to jest wkurzające, bo chcieliby ją przeczytać i mieć problem z głowy, albo chociaż mieć narzędzie, na którym będą pracować, żeby przerobić ten temat. Natomiast według mnie to jest bardzo dobra recenzja od młodego czytelnika, mimo że tak nie wygląda. Jeżeli dziecko po przeczytaniu tej książki czuje, że to tak bardzo go dotyczy i wszystkie te emocje zostały obudzone, to jest bardzo dobry znak mówiący o tym, że ta książka jednak działa. Ale dzieci są dziećmi i jednak nie zawsze od razu po przeczytaniu zmienają swoje zachowania. Czy miewasz czasami od rodziców „pretensje”, że książka jednak nie zadziałała?

Nie bezpośrednio. Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że są takie reakcje, o których mówisz, gdy na grupie widzę wątek o Żegnamy mleko mamy, przyznam szczerze, że nie wchodzę i nie czytam, bo wiem, że nie zawsze książka działa. Jeśli widzę komentarz, że książka jest beznadziejna, że nie działa, to jest mi autentycznie smutno. I nie mam już sił tłumaczyć, już odpuszczam. Natomiast to pokazuje, jak bardzo emocjonujący to jest temat, jak ważny dla dziecka. I gdyby takich reakcji nie było, to by znaczyło, że ta książka nie jest potrzebna, że odstawienie to jest coś, co można zrobić jednym gestem. 

Powtarzam: książka to nie jest czarodziejska różdżka. Zaraz wpadniemy w takie myślenie, że jakąkolwiek inną trudność, np. że dziecko bije innych, da się rozwiązać przy pomocy książki. Najpierw szukamy powodów w życiu dziecka: jakie ono ma potrzeby, jakie emocje, czy coś stało się w przedszkolu, w rodzinie – nie zaczynamy przecież od szukania książki. Ona może wesprzeć, ale nie rozwiązać problem. I tak samo jest z odstawieniem. To, że zabieramy tę pierś i mleko, które dziecko tak zna i kocha, musimy czymś zastąpić. Samo przeczytanie książki to za mało. Można sobie pomyśleć, że odstawienie to jest taka piramida. I ta książka jest jednym z elementów piramidy, może wesprzeć i pozwolić nam dojść na ten szczyt, którym jest to odstawienie. Ale do tego są jeszcze rozmowy z dzieckiem, szukanie nowych strategii, innych sposobów na zasypianie, na to poczucie bliskości, które dziecko ma. 

Czas jest tutaj ważny. Mama musi być gotowa. Sama po sobie wiem, że kiedy ja miałam wątpliwości, moje dziecko też je miało i czuło, że to jeszcze nie jest ten moment. Gdy ja do tego podeszłam ze spokojem, pogadaliśmy sobie, to padło już tylko hasło „mamo, jestem trochę mały, to może jeszcze nie dzisiaj”. Zaprotestowałam, więc złapał mnie za rękę i zasnął. Czyli te klocki muszą się spasować. I kiedy wezmę tę książkę, to dalej może się to zadziać, ona może być tą cegiełką, która ten proces dopełni. I rzeczywiście czasami próbujemy wielu rzeczy i wtedy książka jest tylko kropką nad „i”. Gdy wejdziemy w złym momencie, nawet książka nie pomoże. 

Ciekawe książki dla dzieci

Łatwiej oskarżyć książkę o to, że coś nam się nie udaje, niż doszukiwać się winy w rodzicach. Wiele więc zależy od gotowości dziecka. Twoje książki pomagają też dorosłym, zwłaszcza Żegnamy mleko mamy. Nie było takiej książki, która pokazuje ten proces rodzicowi. Nie dziwię się więc, że jest taka kochana i ciągle poszukiwana, bo ten temat wraca cały czas, a nie ma obecnie lepszej książki związanej z kwestią pożegnania mleka mamy. 

Każda kolejna książka w tej serii ma w sobie coś Twojego, dlatego są takie wyjątkowe. Na piękno tych książek składają się także bliskość i świetne ilustracje, które z jednej strony są ciepłe i wrażliwe, a z drugiej bardzo kolorowe. Widać na nich życie, co też jest bliskie dzieciom. Czy łatwo było znaleźć kogoś, kto narysuje Kubę i wszystkie jego przygody?

Bardzo. Jak tylko powstał pomysł na książkę, od raz wiedziałam, kto ją będzie rysował. Z Kamilą Stankiewicz miałam przyjemność pracować w poprzedniej firmie, którą prowadziłam z mężem. Zrobiłyśmy razem kilka czasem przedziwnych projektów, łącznie z rysowaniem silnika samolotu. To było kosmiczne wyzwanie dla klienta ze Stanów Zjednoczonych, na które złożyło się wiele dziwnych sytuacji, więc wiedziałam, jak się z Kamilą pracuje, znałam jej styl, ale ważne było to, że mogłam jej zaufać. W pracy z nią nie ma poprawek, wiem, jak moja wizja zostanie przez nią zrealizowana, czasem bywałam wręcz pozytywnie zaskoczona. Kiedy wyobrażałam sobie tę książkę, wiedziałam, że to będzie bardzo ładne, że ilustracje Kamili Stankiewicz będą idealne. Wystarczyła jedna wiadomość z propozycją współpracy. Kamila się zgodziła, dostała tekst i zaczęłyśmy działać. Wszystko poszło bardzo sprawnie, prace zaczęły się we wrześniu, a już w grudniu książka była wysyłana do czytelników. 

Z kolei przy ZawszeRazem zobaczyłam jedną ilustrację Asi i wiedziałam, że to musi być ona. Przy Zawsze tekst był gotowy w 80%, a ja już widziałam tę książkę właśnie przez tę jedną ilustrację. Miałam już gotową wizję.

Teraz mi chodzi po głowie taki pomysł, że dobrze byłoby pójść w inną stronę: mamy serię o Kubie, mamy zamkniętą rzecz z ZawszeRazem, i może czas na coś innego: inny ilustrator, inna droga. Ale nie jestem w stanie napisać książkę i wtedy szukać do tego osoby, która to zilustruje. Bardzo nietypowy i może mało biznesowy sposób pracy, ale tak działam. Emocjonalnie i na emocjach.

Piękne ilustracje

Uważam, że w Twoim przypadku to się świetnie sprawdza i nie wiem, czy to jest biznesowe czy nie, ale jest to spójne. Do serii o Kubie miałaś kogoś, kogo bardzo dobrze znałaś i świetnie Wam się pracowało, a z kolei niesamowita jest seria ZawszeRazem, dzięki ktorej i ja odkryłam Joannę Czarnecką. Jestem jej ogromną fanką, bo robi przepiękne ilustracje. Ciekawa jestem Twojego pomysłu na nową serię, ale pewnie nic nie zdradzisz.

Nie, absolutnie. Jeszcze nie ten moment. W ogóle to była pierwsza książka Asi, ona nie ilustrowała wcześniej książek, więc to było takie wejście na nową ścieżkę i bardzo fajnie się to potoczyło. Jestem zachwycona tym, jak się rozwija kariera Asi i kolejnymi książkami, które powstają.

Joanna Świercz jest wydawczynią

Możesz wymyślać książkę i tworzyć oraz sama decydować, z kim będziesz współpracować, kto ją zilustruje, bo jesteś również wydawczynią, co ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o proces twórczy i komfort. Sama wydałam jedną książkę i dla mnie to też był komfort, że pracuję tak, jak chcę i mogę dopracować wszystko, tak jak sobie wyobrażam. Zwłaszcza, że mam też doświadczenie w pracy z wydawcami. Nie jest to złe doświadczenie, ale trochę tej wolności i kontroli nad tym, co się dzieje z Twoim dziełem, w moim przypadku było odebrane. Czy Ty bardzo świadomie zdecydowałaś się na self-publishing? Czy to było wyzwanie? Bo z jednej strony tworzysz książkę, coś artystycznego, ale z drugiej strony jest cała ta biznesowa otoczka. Sprawia Ci to radość czy raczej jest to konieczność jakiegoś kompromisu? Jak to jest w Twoim przypadku?

To po kolei. Bardzo świadomie zdecydowałam się na self-publishing, może przez moment miałam myśl, czy nie szukać wydawcy. Chciałam, mogłam i potrafiłam wydać książkę sama, więc to wszystko się zgrało. Miałam wrażenie, że nawet gdyby jakieś wydawnictwo było zainteresowane książką, to trafiłabym na kogoś, kto nie do końca zrozumie ten temat. To jest bardzo specyficzna książka i gdy zaczynałam, to miałam mnóstwo głosów „ale dla kogo to jest?, Kto to kupi?, Może ze sto kobiet w Polsce się znajdzie”.

Co Ty mówisz?!

Jeżeli ktoś przez pół roku karmił dziecko i ono się samo odstawiło, i ten ktoś nie zna tego tematu, nie wszedł w buty takiej mamy, która musi walczyć o to odstawienie, która boryka się z tymi wszystkimi emocjami, to nie zrozumie, jak ważny, trudny i jak emocjonujący jest to temat. Bałam się, że trafię na kogoś, kto tego nie zrozumie. Miałam tego próbkę, gdy powstała angielska wersja książki – tekst poszedł do redakcji do pani, która mieszka w Stanach i zajmuje się redakcją książek dla dzieci. Tam mają trochę inne podejście do karmienia, kobiety w USA karmią przeważnie bardzo krótko. Redaktorka nie rozumiała, o co mi chodzi, musiałyśmy wymienić bardzo dużo wiadomości, żeby ona poczuła sens tej książki i żebyśmy jakoś przebrnęły przez redakcję. Dlatego nie wiem, czy ktoś w jakimś wydawnictwie poczułby to tak, jak chciałabym. Poza tym miałam konkretną wizję i nie planowałam niczego zmieniać. Chciałam, żeby to było po mojemu: emocjonalnie, bliskościowo. Nie byłam gotowa na żadne kompromisy. Mogłam pozwolić sobie na wydanie książki, miałam za sobą doświadczenie w pracy z grafikiem, z ilustratorami, w prowadzeniu projektów. Mogłam sama postawić sklep, wymyślić reklamę, stworzyć komunikację. Nie znałam się jedynie na współpracy z drukarnią. 

A to zawsze jest wyzwaniem.

Tak, więc to było najtrudniejsze. Samo dopchanie się do kogokolwiek przy tak małym początkowym nakładzie to była trudność. Udało się, trafiłam na świetną drukarnię, w której wydrukowałam wszystkie książki. Dla kogoś, kto jest twórczy, ale nie musiał nigdy ogarnąć tylu technicznych tematów, jest to trudne. Wymaga dyscypliny i dobrej organizacji.

Kubie udaje się samodzielnie zasypiać

Wybrałaś drogę trudniejszą, ale mam wrażenie, że dla Ciebie jako autorki konkretnej koncepcji jest to bardziej satysfakcjonujące. Świetnie Cię rozumiem i zgadzam się, że nie każdy jest na to gotowy. Fajnie, że masz takie doświadczenia i takie umiejętności, i w tym, co mówisz, widać pewność siebie. Widać to, kiedy mówisz o Kubie – że nie byłaś gotowa na kompromisy. 

Pokaż tego Kubę, bo bardzo dużo mówiłyśmy o ilustracjach, a nie pokazałyśmy środka tych książek. Wszystkie są zrecenzowane na blogu Aktywne Czytanie. To jest Żegnamy mleko mamy, które moim zdaniem opiekuje się na równi i dorosłym, i dzieckiem. Jestem przekonana o tym, że z tej książki więcej wynoszą jednak dorośli. Natomiast z lektury kolejnych więcej dociera do dzieci. Dlaczego o tym mówię? Jasne jest, że w pewnym momencie musimy porozmawiać z naszymi dziećmi, wyjaśnić to pożegnanie z mlekiem, ale najczęściej te dzieci są młodsze niż Kuba, który idzie do przedszkola. Z kolei w książce Kuba jest chory dziecko może znaleźć wiele rzeczy, które są mu znane, choćby ta nuda, kiedy leży się chorym w domu, chęć zrobienia czegoś, zabawy. To jest temat rzadko poruszany w książkach o chorowaniu dzieci.

Widzę, że trzymasz książkę Kuba na tropie snu. Tu też masz swoje ulubione ilustracje?

Bardzo lubię te strony z bajką. W każdej książce pojawia się coś nowego, tu na przykład pojawiła się bajka o sennej chmurce wpleciona w historię, stąd takie magiczne ilustracje. Tu jest kolejna bardzo fajna – babcia, która udaje robota i włącza różne guziczki. 

W tym tytule jest fajny przekaz, że babcia usypia, ale robi to inaczej niż mama. I to też jest temat, o którym warto porozmawiać. Czasem dzieci usypia też tata, który również robi to inaczej. I w taki prosty sposób można to uświadomić dzieciom. Myślę, że na tym właśnie polega sukces serii o Kubie – te książki olśniewają swoim prostym, ale zaskakującym przekazem. 

Tak, chodzi też o to, żeby pokazać dziecku, które zostaje pod opieką kogoś innego niż mama – czy jest to tata, babcia czy pani z przedszkola – że może nawiązać więź z tą osobą. Dlatego pokazuję, że tata śpiewa śmieszną piosenkę, babcia udaje robota, pani z przedszkola robi jeszcze coś innego. Te wszystkie osoby też są fajne, mają swój sposób na spędzanie czasu z dzieckiem. 

Książka Kuba na tropie snu jest poprowadzona trochę inaczej: od narodzin Kuby, kiedy spał z mamą, do momentu „przeprowadzki” do własnego pokoju. Kuba rośnie. 

To też jest ważny aspekt. Takiemu trzylatkowi trudno jest sobie wyobrazić, jak to było, kiedy był maluszkiem. I pokazanie mu tego na ilustracjach w książce jest bardzo ważne i wspierające. 

To jest dobry moment, żeby powiedzieć jedną rzecz: chcę tworzyć te książki z szacunkiem do rodziców, którzy je kupują, i z szacunkiem do dziecka. Nie stworzę czegoś, co jest już na rynku. Za każdym razem staram się to tak przygotować, żeby wpleść coś nowego, czego jeszcze rodzice nie znają: treść, ilustracje, nawet inny papier i forma. Jeżeli z pełnym przekonaniem mówię, że tę książkę warto kupić, to tak jest. 

Za każdym razem jest to dla mnie wyzwanie, bo mam wrażenie, że ta poprzeczka idzie ciągle w górę. Za każdym razem stresuję się, kiedy nowa książka trafia do rąk czytelników. 

Ważne książki dla dzieci

Sama nauczyłaś swoich czytelników stawiać na jakość. Ale też dzieci chętniej sięgną po książkę, która jest ładna, wygląda ciekawie. Tak kształtują się przecież przyszłe wybory naszych dzieci. Zgadzasz się z tym?

Jak najbardziej. 

Opowiedziałyśmy dużo o Twoich książkach, o Twojej pracy. Czekamy z niecierpliwością na najnowszego Kubę. A na koniec pytanie: jakie najczęściej tematy podpowiadają Ci rodzice? Bo ja na przykład chciałabym książkę, która pokaże dzieciom różnicę między agresją a samoobroną. Widzę tu ogromny problem i ja zgłaszam taki pomysł do Twojej listy.

Dopiszę. Nie wiem, czy zgadniesz, jaki jest najczęstszy temat. To rodzeństwo. I tu jest problem, bo piszę na podstawie własnych doświadczeń, a moje dziecko rodzeństwa nie ma i na razie nie planuję zmian. Dlatego nie wiem, czy się zmierzę z tym tematem, ale to jest zdecydowanie najczęstsza prośba. Inna sprawa to odpieluchowanie i nocnik. I tu też mam problem, bo Kuba rośnie, te książki rosną razem z nim i temat odpieluchowania byłby krokiem wstecz. Bo ten etap jego życia już minął.

Mam też taki pomysł, by pójść w stronę starszych dzieci.

Miałam właśnie pytać, czy Kuba będzie zawsze w tym samym wieku, czy będzie dalej rósł.

Raczej urośnie. Jest dużo książek dla maluchów, mnóstwo dla przedszkolaków, dla starszych dzieci, bardziej powieściowe i rozbudowane. A może jest miejsce dla tych dzieci wczesnoszkolnych. 

Uważam, że nie ma na rynku dobrej, ciekawej książki, która porusza temat pójścia do szkoły, pierwszych miesięcy w szkole, poznawania nowych kolegów, odnalezienia się w nowej rzeczywistości, poradzenia sobie z emocjami. A to jest bardzo trudny okres dla dziecka 6-, 7-letniego, kiedy emocje są czasem na poziomie dwulatka. 

Doskonale to rozumiem, mam w domu prawie sześciolatka. Zaczynamy zerówkę, naukę w nowej placówce, więc pewnie będziemy mieć materiał na nową książkę. 

Chciałabym, żeby Kuba urósł, zaczął szkołę. Chcę wesprzeć takie dzieci i ich mamy. 

Bardzo podoba mi się Twój pomysł. Może Kuba stanie się kiedyś nastolatkiem.

Brakuje też książek opisujących losy jedynaków, a tych jedynaków jest teraz całkiem sporo. Sama jako mama jedynaczki często szukałam książek, które będą takimi historiami. Cieszę się, że Kuba jest jedynakiem, bo dla wielu rodzin to jest ważne. I dobrze, że Twoje książki skupiają się na samym Kubie, bo łatwiej też skupić się na tych ważnych problemach, jak odpieluchowanie, pożegnanie z mlekiem mamy, spanie bez mamy. To wszystko jest bardzo emocjonalne, ważne dla dziecka i dla rodziców, więc może niepotrzebne byłyby dodatkowe komplikacje związane z pojawieniem się rodzeństwa. 

Bardzo ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Trzymam kciuki za kolejne fajne książki.

Bardzo dziękuję.