”Myszonek i niesamowity wszechświat” to kolejna część fińskiej serii dla dzieci. Tym razem część dla starszaków, czyli dla wieku wczesnoszkolnego i bardzo namawiam do przeczytania recenzji w całości, bo wszechświat to jeden temat, a różne zachowania w klasie to drugi, pewnie nawet ważniejszy do omówienia z dzieckiem.
Myszonek już od jakiegoś czasu chodzi do szkoły (wiemy to z poprzednich części), dziś nauczyciel zadaje dzieciom w klasie przygotowanie projektów grupowych. Każda grupa wybiera jedną planetę, o której robi prezentację. Ależ to jest emocjonujące zadanie, bo do tego trzeba najpierw podzielić się na zespoły, potem wybrać planety, a w końcu zdobyć całą masę wiedzy.
Podoba mi się pokazanie tu samodzielności, współpracy i zaangażowania w poszukiwanie informacji. Myszonek, Antek i Lulu nie poprzestają na wiedzy z internetu, bo również sięgają po księgę przyniesioną przez dziadka, dużo rozmawiają z dorosłymi, żeby zebrać potrzebne materiały.
Prezentujemy wszechświat

W końcu przychodzi dzień prezentacji w klasie i tu rozpętuje się mała afera, bo Antek, który nie kryje swojej wielkiej fascynacji Marsem, wdaje się w kłótnię z innymi o to, która planeta jest najlepsza.
W pewnym momencie nie wytrzymuje i mówi naprawdę brzydkie słowo. To stopuje lekcję i nawet kłótnię, bo Lili po usłyszeniu tego, zaczyna płakać, inne dzieci też są zniesmaczone. Wiedzą, że nie powinno się tak odzywać nawet w wielkich nerwach.
Nauczyciel rozmawia z Lili, potem kończy lekcję, tak, żeby inne dzieci mogły też pokazać swoje prezentacje i docenia ich pracę. Potem woła Antka na indywidualną rozmowę po lekcjach. My już w tej rozmowie nie uczestniczymy, więc nie wiemy, co nauczyciel powiedział, ale oczywiście domyślamy się, co usłyszał Antek.
Kłótnia o planety
Przyznaję, że przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy ta sytuacja z brzydkim słowem, to nie jest dla mnie „za dużo” w książce dla dzieci 6-8 lat.
Miałam dylemat, czy ją polecać i chyba nadal mam w sobie mały hamulec, jednak ostatecznie nie chcę uciekać i od takich tematów. Przecież w klasach szkolnych zdarzają się takie sytuacje, to jest życie, one po prostu rzadko zdarzają się w książkach dla dzieci wydawanych w Polsce.
Jesteśmy raczej przyzwyczajeni do pokazywania wzorcowych zachowań, a nie tego, co jest brzydkie. Literatura fińska jest zdecydowanie bardziej dosadna. Po przemyśleniu sprawy, doszłam do wniosku, że owszem, taka odzywka szokuje, ale też nie ma co udawać, że w szkołach takiego tematu nie ma.
Sytuacje szkolne
Wiem, że seria o Myszonku ma swoich zagorzałych zwolenników, choć zdarzają się też przeciwnicy, dla których to fińskie ”nieowijanie w bawełnę”, to trochę za dużo do czytania z dzieckiem. Dlatego jasno nakreślam, co znajdziemy w tej części: wszechświat, ciekawostki o kosmosie, współpracę przy projekcie i to brzydkie słowo wypowiedziane w kłótni. Oczywiście nie pozostaje ono bez komentarza, bo autorka bardzo świadomie go użyła. W tej szkolnej sytuacji ono jest ”po coś” i mam nadzieję, że ten zamysł zostanie odczytany.
Ciekawa jestem waszych przemyśleń na temat tej części, bo przyznaję, że sama mam ich sporo. Od używania brzydkich słów zaczynając, przez różne reakcje na nie, aż po rozmyślania o literaturze dla dzieci tak ogólnie (czy faktycznie bywa zbyt cukierkowa?). Jeśli macie swoje przemyślenia, koniecznie się nimi podzielcie.
To co, czytamy?



Myszonek i niesamowity wszechświat
Autorka Rikka Jantti
Wydawnictwo Frajda
Wiek czytelników 6-9 lat.

Swoją opinię o książce wyraziłam przy współpracy komercyjnej z wydawnictwem i mojej przemyślanej decyzji, że chcę się nią z Wami podzielić.










